Bibeloty « Poezja, krytyka, kultura Leszek Żuliński
 


































Najnowsze:

Bibeloty

Chyba wszyscy cenią, a niektórzy wręcz uwielbiają bibeloty. Bibelot według naszej mateczki-wikipedii to wyraz zapożyczony z języka francuskiego i pochodzi od staro-francuskiego słowa „beubelet” (XII w., oznaczającego jednocześnie: błyskotkę, świecidełko, ozdóbkę, drobiazg, drobnostkę, błahostkę i cacko oraz klejnocik i biżuterię), które wywodzi się od słowa „belbel” (igraszka, pieścidełko, zabawka), mającego pierwotny swój źródłosłów w słowie „bel” (piękny).

Samo słowo „bibelot” stało się dzisiaj już chyba staroświeckie. Bo żyjemy w innej epoce, bo różne inne ozdóbki wdarły się do naszych domów, bo „staroświeckie zdobnictwo” przechodzi do lamusa. A szkoda, bowiem te cudeńka są wciąż cenne i aury swojej nie tracą.

Ja w domu mam sporo bibelotów, które umilają mi codzienność. Na przykład kamienną głowę Inka – jakby sprzed kilkuset lat. Przywiozła mi ją Marcela, Meksykanka, wtedy żona mojego szwagra. Mam statuetkę japońskiego wojownika z epoki diabli wiedzą jakiej. Mam figurę wyuzdanej „piękności” w czerwonej kiecce zadartej wysoko i z biustem wylewającym się za dekolt. Tę figurę nazwałem Piękna Kurew, bo też nie da się tej postaci zakwalifikować w inny sposób. Mam porcelanowe lub drewniane statuetki, kotki, pieski itp. I wielką, porcelanową, ozdobną fajkę z epoki solidnie już minionej. Za bibeloty uznałem też kilka zupełnie ciekawych trofeów przyznanych mi jako nagrody literackie. Szwarc, mydło powidło. Wiele z tych precjozów to ewidentne kicze, ale – uwaga! – kicz jest osobliwą odmianą sztuki. On ćwiczy nasz uśmiech i sarkazm.

Bibelot niekoniecznie musi być z porcelany, gliny, brązu, metalu, drewna. Na przykład na ściance jednego z moich regałów wisi „obrazek” wypełniony dwoma abstrakcyjnymi esami-floresami – bardzo przyciągającymi wzrok. Podarowałam mi go w 1996 roku Erna Rosenstein (żona Artura Sandauera) – wybitnej klasy malarka, ale też poetka.

Mógłbym dalej się rozgadywać, ale nie chcę zanudzać. Więc jaki morał? Ano chyba taki, że bibelotowe drobiazgi tworzą aurę naszego domu, są „zabawkami naszej dorosłości”, czasami kiczem, czasami prawdziwymi dziełkami sztuki. W takim towarzystwie lepiej się mieszka, no i jest z kim pogadać.

BLOG

 

Copyright © 2006-2017 www.zulinski.pl
Strona oparta na WP