Blog


2010: styczeń, luty, marzec, kwiecień, maj, czerwiec,

2009: styczeń, luty, marzec, kwiecień, maj, czerwiec, lipiec, sierpień, wrzesień, październik, listopad, grudzień

2008: styczeń, luty, marzec, kwiecień, maj, czerwiec, lipiec, sierpień, wrzesień, październik, listopad, grudzień

2007: styczeń, luty, marzec, kwiecień, maj, czerwiec, lipiec, sierpień, wrzesień, październik, listopad, grudzień

2006: styczeń, luty, marzec, kwiecień, maj, czerwiec, lipiec, sierpień, wrzesień, październik, listopad, grudzień

2005: marzec, kwiecień, maj, czerwiec, lipiec, sierpień, wrzesień, październik, listopad, grudzień


*** 31/08/2010
Tę witrynę i blog prowadzę od ponad sześciu lat. Właśnie liczba ich odwiedzin przekroczyła 100 tysięcy. Nie jest to żaden rekord świata, nawet Polski, nawet Warszawy – a jednak miło. To jest około 17 tysięcy odwiedzin rocznie, a więc około 1,5 tysiąca odwiedzin miesięcznie.
Nie chodzi jednak o liczby, tylko o Was, Moi Drodzy Czytelnicy; o to, że Wam się chce, że coś Was tu sprowadza. Dziękuję Wam za to i obiecuję wspólną zabawę (choć często niewesołą), póki mi sił starczy, a Wam zainteresowania...
Tymczasem nie martwicie się jesienią. Wiosna nadchodzi wielkimi krokami!

*** 27/08/2010
Jeśli rzucisz na ulicę papierek, straż miejska może cię ukarać mandatem. Jeśli zakłócasz ład i porządek publiczny pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu, nic szczególnego cię nie spotka. Od takich anomalii zaczyna się wszystko i nic logicznie nie może się skończyć.
Paraliż! Kołtun polski eskaluje pretensje i żądania, Kościół wije się jak oślizgły piskorz, Pałac Prezydencki zwala kompetencje na Urząd Miasta, a Urząd Miasta – na Pałac Prezydencki.
A czas płynie. W napięciu, spazmach i paranoi. Wszyscy są bardzo „delikatni”, „demokratyczni” i „praworządni”. Wszyscy obchodzą się z tym śmierdzącym jajkiem jak z sacrum, a ci, którzy stukają się w głowę, mogą już tylko wyemigrować na Madagaskar, bo choć tam biedniej, to jednak normalniej...
Jak długo jeszcze będziemy tkwić w tym chocholim tańcu?

*** 24/08/2010
Janusz Palikot jaki jest – mało kto widzi! Polska „poprawność polityczna” to wyłącznie funkcja asekuracji, hipokryzji i bigoterii. Poprawność ta, nawiasem mówiąc, nie zapewnia żadnej kultury politycznej, bo magiel i jatka i tak dominują. Palikot, który jest osobliwym „prowokatorem szczerości”, ma temperament Stańczyka i happenera, jest świadomym enfant terrible tej sceny i trzeba głęboko tkwić w drobnomieszczaństwie i dulszczyźnie, by tego nie dostrzegać.
Wczoraj prof. Magdalena Środa celnie zauważyła, że nawet Platforma Obywatelska woli Gowina od Palikota. To bardzo celne spostrzeżenie, które rozpoznaje błędy tej partii, jej chorą tożsamość i „miglancowatość”. W tej chwili cieszmy się, że to PO rządzi, a nie PiS. To jednak naprawdę li tylko mniejsze zło. Droga do lepszej polityki, do europejskości, do lepszych czasów jeszcze daleka. Ewentulna klęska Palikota – a idzie mi w tym twierdzeniu nie o jego personalną obronę, tylko o szersze zjawisko – będzie klęską kolejnej szansy.

*** 23/08/2010
Tygodnika „Wprost” od kilku lat nie czytałem. Jako scheda po red. Marku Królu stał się on lekturą dla mnie nie do przyjęcia. Od niedawna „Wprost” się zmieniło; naczelnym został Tomasz Lis. Pismo przeżywa pozytywną rewolucję. Pojawił się tu zupełnie nowy garnitur nazwisk, m.in. Manuela Gretkowska, Zbigniew Hołdys, Rafał Kalukin, Krzysztof Skiba, Paweł Śpiewak, Magdalena Środa, Jan Wróbel...
W najnowszym numerze „Wprost” (34) wybitny wywiad – powtarzam: WYBITNY! – Piotra Najsztuba z Agnieszką Holland. Padają tu refleksje naprawdę bezcenne na temat obecnej kondycji polityczno-społeczno-ideowej naszego kraju i całego tego zakałapućkanego amoku, w jaki się zbiorowo wpędziliśmy. Wspaniałe, mądre memento. Lektura obowiązkowa!

*** 22/08/2010
Człowiek inteligentny, wykształcony, oczytany – nie zawsze znaczy: mądry. I niekoniecznie podejmuje tzw. słuszne wybory.
Za takiego mam Marka Migalskiego – pisowskiego mentora. Bo ktoś taki, jak on, powinien dostrzegać zło, które tkwi w PiS-ie – a nie dostrzega. Ktoś taki, jak on, powinien zaciągnąć się pod sztandar innej, lepszej ideologii i służby...
Jednak wybory ludzkie krążą dziwnymi ścieżkami. W „słusznie minionym reżimie” bardzo inteligentni i wykształceni ludzie wybierali komunę, a bardzo prości i nieuczeni – buntowali się przeciw niej. Mechanizm jest prosty: warstwy dominujące, elity, bronią swego staus quo za cenę oportunizmu i fałszywych ideologii, plebs idzie na barykady, co wynika z jego determinacji i rozpaczliwej odwagi.
Już kilkakrotnie pisałem w kilku swoich tekstach, że w piśmiennictwie polskim najcelniej oddał to Krasiński w „Nie-boskiej komedii”. Osobliwość każdej rewolucji polega jednak na tym, że jej zwycięzcy i jej przegrani zamieniają się rolami – i cały stary porządek w jakiś sposób odradza się od nowa. Czyli: rewolucja zjada własne dzieci. Wałęsa to kolejna mutacja Pankracego z „Nie-boskiej”. Solidarność – to upadająca armia Pankracego. Motłoch przeżył chwilę sukcesu i uniesienia, teraz koło historii zatacza się po raz kolejny i pokazuje mu kolejną figę. Jakoś i kiedyś to przejdzie do przeszłości, ale wtedy wszystko powtórzy się z innymi ludźmi, w innych czasach, w innych okolicznościach.
Ale wróćmy do Marka Migalskiego. Wystosował on list do Kaczyńskiego, w którym poddał krytyce swojego Wodzusia. List jasny, odważny – jeszcze nikt z PiS-u do tej pory tak daleko się nie posunął. Wszystko, co tam napisał Migalski jest celne. Efekt będzie taki, że Migalskiego „posuną”, a Wodzuś dalej będzie brnął w swoje szaleństwo jak król Eryk.
Ale historia bywa konsekwentna i okrutna. Tak jak dzisiaj dawni zwolennicy komuny stracili „moralną twarz”, są marginalizowani, pozbawiani wręcz „mandatu obywatelskiego” i źle widziani na salonach, tak dzisiaj Migalski powinien zapłacić cenę za swoje związki z tą okrutną i bezczelną partią. Pobrudził się! Ale nie żal mi go. Wierzę, że przyjdą czasy, w których dzisiejsza przynależność do PiS-u będzi wstydliwa, a nawet inkryminowana. Trudno, mechanizm jest zawsze ten sam, a my wszyscy nie umiemy wyciągać morałów z wiecznych praw Historii. To jednak, co PiS zrobił komunie (nie chodzi mi o to, że ją obalił, ale o to, że nie umiał i nie chciał pojednać narodu), przyszłe czasy zrobią PiS-owi. Gorzka sprawiedliwość...

*** 21/08/2010
Dopiero teraz dowiedziałem się, że 30 lipca zmarł Stanisław Gola, poeta z Bielska-Białej. Darzyłem go dobrymi uczuciami. I cennym wspomnieniem – otóż w 1973 roku otrzymałem trzecią nagrodę na Łódzkiej Wiośnie Poetów. Był to przez wiele lat bardzo znany konkurs poetycki, organizowany przez Stowarzyszenie PAX. Ja byłem początkujący, Staszek już dosyć znany. Jeden z konkursowych rekrodzistów-wygrywaczy. On wtedy w Łodzi dostał pierwszą nagrodę. Laury – pamiętam – wręczał nam Jalu Kurek. Ja bardzo to przeżywałem i dumny byłem, że poznałem Staszka. Potem kolegowaliśmy się, spotykaliśmy na różnych imprezach literackich, byliśmy razem – pamiętam – na jakimś spędzie w Belgradzie... Staszek był dobrym poetą... Ale dobry czy zły – wszyscy odchodzimy, wszyscy będziemy zapomniani...

*** 18/08/2010
We wczorajszym, codziennym programie TVN-24 „Rozmowa bardzo polityczna” niezawodny – jak zawsze – okazał się Janusz Głowacki. Zauważył, że pod słynnym krzyżem na Krakowskim Przedmieściu antyczny chór podstarzałych, radiomaryjnych kobiet śpiewał „Jeszcze Polska nie zginęła, póki MY żyjemy”. Tak, groteskowość tej sytuacji, mógł dostrzec tylko Głowa. Dodał też, że to wszystko przypomina mu „Rejs”. Doznałem olśnienia; wydaje mi się, że właśnie tacy ludzie, jak Głowacki czy Misiek Koterski są dziś w stanie lepiej zdiagnozować i ocenić to, co się w Polsce dzieje, niż politycy i purpuraci...

*** 17/08/2010
Od dziewięciu dni pół Warszawy szukało kota Docenta rezydującego już pięć lat w znanej księgarni „Leksykon” na Nowym Świecie. Wczoraj kot sam wrócił z łajdactwa. W dzisiejszej „Gazecie Wyborczej” (jej dodatku stołecznym) ukazało się zdjęcie marnotrwanego Docenta wylegującego się na moim tomiku wierszy „Ja, Faust”. Znajomi zaczęli do mnie wydzwaniać, przysyłać maile, no, uciecha na sto fajerek. Sam bym sobie takiej reklamy nie wymyślił.
Wybieram się do Docenta z łakociami – należą mu się...

*** 16/08/2010
Jakaś nowa awantura pod Radzyminem czy gdzieś tam w okolicach bitwy 1920 roku. Władze chciały odsłonić pomnik poległych żołnierz radzieckich, ale miejscowa ludność plemienna oprotestowała pomysł.
Nie stoję po stronie ani jednych, ani drugich. Polska pomnikomania zaczyna być narodowym, idiotycznym sportem. Polskie pseudopatriotyczne oszołomstwo przeżywa gorączkowy renesans...
Oto skutki wieloletniej „polityki patriotycznej”. A czyż nie lepiej byłoby wyżywać się w pragmatycznych działaniach na rzecz Polski, w „filozofii dnia codziennego”, w cementowaniu wspólnoty obywatelskiej, a nie ideowej (tę ostatnią trkatując jako naturalny element pejzażu pluralistycznego, mniej ważny niż zwyczajne, bieżące życie)?

*** 13/08/2010
Pod krzyżem coraz gorzej. Czy Kościół zadaje sobie pytanie, do jakiego stopnia obrósł moherem i jakich wiernych sobie wychował?
I inna kwestia tej sytuacji: tysiące Polaków jest zaniedbywanych przez państwo (bezrobocie, niskie emerytury, zły stan systemu prawnego, problemy ze służbą z drowia, biurokracja, opłakana sytuacja ludzi starych, chorych i biednych...), ale to samo państwo obchodzi się jak ze śmierdzącym jajkiem grupą fanatyków okupujących Krakowskie Przedmieście. Z nimi się liczy, im boi się nadepnąć na rąbek ich ekstremalnych i radiowomaryjnych szantaży. Zgroza! Oto pseudoreliginy i pseudopatriotyczny motłoch przejął władzę. Demokracja triumfuje?
Uważam, że problem pisowskiego szantażu powinien zostać rozwiązany bez wahań, nawet siłą (choć – rzecz jasna – bez broni). W tym akurat przypadku władza powinna być twarda i zdecydowana – dla dobra większości oraz konstytucyjnego porządku państawa świeckiego.

*** 10/08/2010
Wojna o krzyż jest dla mnie czymś surrealnym i kompromitującym wszystkie strony sporu. Myślę jednak, że może ona wyjść Polsce na dobre: skompromituje w ostatecznym bilansie metody polityczne PiSu oraz Kościół, któremu od lat zbiera się „za kołnierzem” wiele brudu i głupoty.
Co jednak będzie, jeśli się mylę? Jeśli okaże się, że większa część społeczeństwa będzie sprzyjała tym dwóm „instytucjom”, tej ideologii? Co zrobią tacy obywatele, jak ja? Gorsi Polacy, źli Polacy? Biada nam!

*** 04/08/2010
No to mamy wojnę krzyżową w pełnym rozkwicie. Kołtun polski zwycięża!

*** 01/08/2010
Kolejna moja „ulubienica” parlamentarna to posłanka PiS-u, Anna Sobecka. Osoba, która raczej powinna lepić leniwe w barze mlecznym, ale ma o sobie wyższe mniemanie...
Zabłysnęła kolejną ejakulacją swojej inteligencji. Rok przyszły jest planowany jako „Rok Miłosza” – minie sto lat od jego urodzin. Sobecka wyraziła wątpliwość: „Sześć lat, które minęły od śmierci Miłosza, nie stanowi jeszcze dystansu czasowego, z którego perspektywy można oceniać dorobek poety”.
Witam posłankę w gronie czytelników i krytyków literackich. Gdyby razem z senatorem Romaszewskim wzięła w redakcję jakieś pismo literackie, to w końcu wypełniliby lukę po dawnych „Szpilkach”...

*** 30/07/2010
Moja lista niecenionych i wręcz znienawidzonych polityków jest długa. Na niej swoje miejsce ma senator Romaszewski – nerwus, hucpiarz i apodyktyczny zarozumialec. Popisał się właśnie kolejnym piruetem, mówiąc: „Ja osobiście nie mam żadnej pewności, co jest w tych trumnach...”. Takie zdanie jest równie idiotyczne, jak gdbym ja powiedział: „Mam całkowitą pewność, co jest w tych trumnach...”. Po co więc pleść bzdury?
Romaszewski, tak jak cały PiS, przede wszystkim nie chce mieć pewności. Nawet kiedy już o katastrofie wszystko będzie wiadome – oni „nie będą mieć pewności”. Bo to ich racja stanu, ale też ich paskudny charakterek i pieniactwo.
Przyglądam się z fascynacją dawnym rewolucjonistom. Umieli burzyć, ale nie umieją budować czegoś lepszego od tego, co zburzyli. Cała tradycja postsolidarnościowej transformacji jest pasmem działań destrukcyjnych. To w niej przetrwały postsarmackie wady polskie i zidiocenie zbiorowe. Gdyby nie tacy ludzie – bo na szczęście byli – jak Mazowiecki czy Kwaśniewski, Bartoszewski czy Cimoszewicz – mielibyśmy tu polski robespierryzm. Zresztą w jakimś sensie mamy.
Tak, oportuniści nie nadają się do twórczej polityki, ale broń nas Panie przed rewolucjonistami, nerwusami, frustratami i pisowczykami.

*** 26/07/2010
Sejm Rzeczpospolitej Polskiej jest najwyższą władzą ustawodawczą. Organem, który stanowi prawo i buduje przepisy regulujące funkcjonowanie państwa i jego instytucji.
Z biegiem lat odnosi się wrażenie, że funkcja ta, ta powinność ,zeszły na dalszy plan. Sejm stał się quasi-prokuraturą i quasi-komisariatem, w którym toczy się pyskówka między oskarżycielami a oskarżanymi.
Niedawno Lew Rywin oddał do trybunału strasburskiego sprawę sławnej komisji jego imienia. Pojawiają się opinie, że ma wielkie szanse na uznanie swojej skargi i wygranie sprawy. To oznaczałoby koniec wszelkich komisji sejmowych, które wchodzą w nie swoje buty i w gruncie rzeczy nie poprawiają prawa, lecz je psują.
Od niedawna działająca komisja Macierewicza ds. wyjaśnienia „zbrodni smoleńskiej” jest kwintesencją bredni, jakie na ul. Wiejskiej się wyprawia w majestacie Rzeczpospolitej.
Dosyć bezprawia i żenady w Sejmie! Dosyć psucia najwyższej instytucji państwowej na klepisku wojny polsko-polskiej toczonej od lat przez PiS. Sam regulamin parlamentu wymaga potężnej reformy, zabezpieczającej nas, obywateli, przed harcami naszych wątpliwych „przedstawicieli”. Dosyć!

*** 18/07/2010
Gala Jakubowska-Fijałkowska wydała w Instytucie Mikołowskim wybór swoich wierszy (160 stron) pt. „i wtedy minie twoja gorączka”. Dotychczas jest ona autorką pięciu tomików wierszy, lecz już to wystarczyło, by obecnie zaczynała być jedną z najbardziej osobnych i oryginalnych naszych poetek.
Jej wiersze są osobliwie ascetyczne, a równocześnie wybuchają w nich wulkany namiętności, samotności, rozgoryczenia światem... Gorzkie łaknienie miłości dyktuje jej gorące erotyki, uderzające jednocześnie dziwnym turpizmem i „wkurwieniem”. Jest ostentacyjnie śmiała i prawdomówna; swój porażający ból istnienia potrafi narysować kilkoma krótkimi słowami; jest coś takiego w tych wierszach, co nas dołuje, ale i nakazuje zastanowić się nad własną nieszczerością, którą praktykujemy na co dzień przed lusterm, przed innymi, a nawet na kartce papieru... Taki trzymaj, Gala. Jesteś boleśnie Wielka w swej prostocie i zranieniu, któremu odmawiasz wszelkiej wzniosłości i piękna!

*** 17/07/2010
Sławny Major Frydrych („Pomarańczowa Aleternatywa”) zgłosił pomysł, by zakończyć awanturę o krzyż upamiętniający ofiary katastrofy smoleńskiej usypaniem kopca. Hm, kopiec ma w Polsce sporą i dobrą tradycję, byłby godnym monumentem tego niebywałego wypadku. Jednak Major twierdzi, że powinien być to Kopiec Katyński, a na jego szczycie „sanktuarium” ofiar smoleńskich. I tu Majorowi rozum odmówił posłuszeństwa, bowiem łączenie niedawnej katastrofy lotniczej z dramatem Katynia to jednak nadużycie, hucpa i typowo polskie mitotwórstwo martyrologiczne. A historię przede wszystkim powinniśmy racjonalizować, co zwłaszcza Polsce wyszłoby na dobre...

*** 16/07/2010
Co najmniej od czasów Dantona i Robespierre’a wiemy już na pewno, że każda rewolucja pożera własne dzieci. W Polsce dzieci rewolucji solidarnościowej pożerają się same. Kiedyś stojący w jednym szeregu, połączeni wspólną ideą i polityczną odwagą, dzisiaj licytują się w zasługach dla Polski i wycinają się w pień. Prowadzą bezpardonową walkę o władzę. Żeby było śmieszniej, władzy tej sprawować nie umieją – przecież kolejni postsolidarnościowi politycy byli na ogół złymi politykami, a to, co prezentuje od kilku lat formacja PiS-u woła o pomstę do nieba. Powyborcze ożywienie Jarosława Kaczyńskiego zasmuca mnie i przeraża. Nie chcę żyć w jego podzielonej, drapieżnej, chamskiej i kołtuńskiej Polsce i jeśli demokracja z tym sobie nie poradzi, będzie to klęska na miarę historyczną. Nie chcę takiej Polski. Ilu nas jest? Czy naprawdę nie możemy powstrzymać najazdu Hunów?

*** 12/07/2010
Roman Polański wolny! Władze Szwajcarii odmówiły jego ekstradycji do USA! Sprawa jest ostatecznie zamknięta.
Miło było słuchać konferencji prasowej pani minister szwajcarskiej sprawiedliwości, która nie tylko niezwykle skrupulatnie podała racje i motywacje tej decyzji, ale też tłumaczyła się, dlaczego podejmowano ją tak długo, czyli dziesięć miesięcy.
Pomyślałem sobie o sprawie Olejnika i o wielu oskarżonych, którzy w aresztach polskich długimi latami czekają na finał swoich spraw. Szwajcarzy dali Polsce i światu lekcję rzetelnego prawa i humanitarnego traktowania ludzi, nawet tych, w których nieskazitelność wątpimy. Nawet minister Ziobro, jeśli słuchał tej konferencji, mógł się czegoś nauczyć...

*** 11/07/2010
Dzisiaj w „Loży prasowej” (TVN-24) red. Tomasz Wróblewski powiedział, że IV RP zamieniła się w Republikę Smoleńską. Bardzo celna uwaga! Chodzi, oczywiście o to, że PiS, promując histerię wokół katastrofy z 10 września, znajduje nową taktykę i zasłonę dymną dla właściwej sobie ideologii i celów. Ja rozumiem, że katastrofa była dramatem i że są winni. Pogoda, piloci, zła obsługa lotniska lub cały zbieg nieszczęsnych okoliczności, łącznie z idiotycznym pomysłem na ten bizantyjski wyjazd do „męczeńskiej ziemi”, jednak to, co się dzieje z politycznym dyskontowaniem katastrofy przechodzi dopuszczalne granice racjonalizmu i przyzwoitości. Nie mówię już o otumanionej części społeczeństwa, o tym polskim Ciemnogrodzie, który dał się nabrać na kolejną „spiskową teorię dziejów” i „prezydenta-męczennika”, o którego małym formacie powinniśmy raczej jak najszybciej zapomnieć. Zgroza! Myślę, że wszyscy, który myślą podobnie jak ja – a jest nas wielu – powinni przestać dać się terroryzować „moherowemu kaczyzmowi”. Dosyć tej hucpy i pseudopatriotyzmu, który szkodzi Polsce.

*** 09/07/2010
Jeszcze o Palikocie... Oto dzisiejszy news medialny: poseł Adam Hofman (PiS) powiedział o wcześniej wymienionym: „Gdyby mnie minął na korytarzu, to by dostał po gębie”...
No, brawo, brawo! Gdybym był podobny do Hofmana, zagroziłbym mu tym samym. Ale podobny nie jestem. Hofmanowi w ogóle daleko do Palikota w jego poczuciu humoru, inteligencji i racjach. Z takiego, jak ten, epizodu wyłazi właśnie cała mentalność PiS-u i klasa kaczyńskich hunwejbinów. Zgroza!

*** 08/07/2010
Poseł Palikot w opałach. W jego obronie stanął Eustachy Rylski, znany pisarz – jak donosi Onet. Ja wprawdzie nie jestem znanym pisarzem, ale dołączam się do Rylskiego. Owszem, Janusz Palikot to swoisty Stańczyk i rozrabiaka polityczny – jednak także człowiek o wysokiej inteligencji i „swoistym wdzięku”. Także jedyny niezależny w tym sejmie. Jego fanfaronady najczęściej mają „coś na rzeczy”, bywają ekstremalne i drastyczne, ale może potrzebny jest taki jeden enfant terrible, który w „słodkości” fałszywej (parszywej?) etykiety parlamentarnej wkłada jęzor jak pogrzebacz? Przecenianie Palikota uważam za przesadę, niedocenianie uważam za błąd. Wolałbym, aby Palikot nie znikał nam z oczu i nie „ulizywał się”. Bardziej mnie bulwersuje posłanka Kępa, posłanka Jakubiak, poseł Brudziński niż Palikot czy Niesiołowski. To nie tylko kwestia smaku czy moich wyrazistych, mam nadzieję, poglądów politycznych – to także kwestia prawdy...

*** 07/07/2010
Ah, kotłowanina powyborcza kręci się jak szalona karuzela. Emocje nie opadają. I, jak zwykle u nas, wcale nie mamy pewności, czy z tego okresu „burzy i naporu” wyniknie coś dobrego...
W zasadzie sam siebie nie rozumiem, dlaczego tak pasjonuje mnie polityka? W gruncie rzeczy mam o niej przecież złe zdanie i marzę o stanie „błogości apolitycznej”. Co to znaczy? Chciałbym żyć w kraju, w którym polityka jest na dalekim planie, jest taką „gospodynią domu”, a my, obywatele – zadowoleni z jej gospodarności i życzliwości – zajmujemy się pracą i tzw. zwyczajnym życiem w poczuciu spokoju i pewności swego codziennego losu.
Utopia? Jasne, że utopia. Ale jednak polityka powinna zrobić choćby mały krok w tę stronę... Niby jest coraz lepiej, a jednak nazbyt nerwowo. Historia świata uświadamia nam brutalne mechanizmy, które rządzą od zawsze i są nie do pokonania. Tylko my jesteśmy do pokonania – ale jak szczęśliwie żyć z tym przeświadczeniem?

*** 04/07/2010
Bronisław Komorowski – prezydentem RP! Jeśli to się potwierdzi (piszę tę notę przed podaniem oficjalnych wyników wyborów) – to wielka ulga. Głosowałem na Komorowskiego z prostego powodu: niedawna wizja IV RP i najmniejszy cień jej powrotu są dla mnie najgorszym z możliwych scenariuszy. Wygląda na to, że upadł.
Wybory parlamentarne za rok będą jednak ważniejsze. Wtedy dopiero PiS może odejść do politycznego lamusa i już więcej nikomu nie grozić. Jego zwycięstwo w tych przyszłych wyborach byłoby dla Polski czymś gorszym niż ewentualne w tych, które od godziny mamy za sobą.
A scenariusz najlepszy? To taki, że lewica – idąc za ciosem sukcesu Grzegorza Napieralskiego – pozbiera się z własnej rozsypki w ostatnich latach i zacznie odgrywać większą rolę. Lewica nowa, odmłodzona, zjednoczona, pozbawiona kompleksów i tych wszystkich błędów, jakie popełniała przez minione dwadzieścia lat. A więc dla mnie wybory się nie skończyły...

*** 28/06/2010
26 czerwca zmarł w Wiedniu (w cztery dni po swoich 82. urodzinach) mój wielki i wieloletni przyjaciel Adam Zieliński. Człowiek o barwnym życiorysie; pisarz. Jego perygrynacje po świecie dały nam prozę, która nie ma w polskim piśmiennictwie swego „odpowiednika”, jest pod wieloma względami wyjątkowa.
On też był wyjątkowy. Przyjazny ludziom, „energetyczny”, dowcipny, hedonistyczny, twórczy, ciekawy świata... Król życia; człowiek sukcesu! Nie usiedział na miejscu, stale miał znakomite pomysły i umiał je realizować.
W moim komputerze „leży” prawdopodobnie ostatnia książka Adama. Wywiad-rzeka, który robiliśmy do Jego ostatnich dni i który jest gotowy do wydania... Zobaczysz, Adamie, tę książkę, zobaczysz stamtąd, obiecuję Ci...

*** 22/06/2010
Po powrocie z Nowego Jorku, a więc przez ostatni miesiąc, sporo byłem poza domem, głównie na na warsztatach poetyckich w Garbiczu i Głogowie. Lubię te wyjazdy – starzy przyjaciele i nowi ludzie, a więc okazja do pogaduszek i do poznawania nowych środowisk, wierszy, trendów. Dominuje sympatyczna, przyjazna atmosfera. Jasne, jeśli idzie o „młodych adeptów”, to jedni mają większy talent, inni mniejszy, jednak rozmowy o literaturze wszystkich pochłaniają.
W Garbiczu zwróciła moją szczególną uwagę Łucja Dudzińska z Poznania, jeszcze bez tomiku, ale wróżę jej dobrą przyszłość; poznałem też Beatę Patrycję Klary, której teksty czytywałem wcześniej (bardzo zdolna poetka i bardzo „rygorystyczna” jako krytyk). No i Czesio Ganda, człowiek-orkiestra, wbił mnie w wiele podziwów swoją osobowością i talentami.
W Głogowie nagadałem się w „nocnych rozmowach Polaków” z Tadkiem Kolańczykiem, zaś spośród przyjezdnych szczególną uwagę zwracali na siebie znany już Tadeusz Stirmer i Sławomir Płatek, także Wojciech Pelc z Wybrzeża; tam wykluwa się też dobry poeta Piotr Mosoń. Na spotkania autorskie przyjechali Ernest Bryll (był świetny!) i Piotr Macierzyński (którego uważam za poetę inteligentnego, zdolnego, dowcipnego,choć przecenianego). Był też moim współcelebrantem imprezy pełen energii i zapału Czeław Markiewicz z Zielonej Góry. Wyjeżdżam zawsze z takich „spędów” z naładowanymi akumulatorami.
Miałem poza tym okazję poznać Anię Musz z Trzebnicy. Wydała ona kilka miesięcy temu swój debiutancki tomik pt. „Errata do trzech wymiarów” (w warszawskim wydawnictwie Nowy Świat), do którego napisałem posłowie. Ten talent uważam wręcz za znakomity i głowę daję, że jeśli ścieżki literackie Ani potoczną się dobrym szlakiem, to będziemy mieli poetkę sporej klasy. Zapamiętajcie to nazwisko!
Jak więc nie korzystać z takich zaproszeń, jak więc nie jeździć? Coraz częściej przychodzi mi do głowy, aby „zatrzasnąć się w bibliotece” lub zostać „sterylnym klerkiem”, jednak to – zdaje się – byłby wybór straceńczy, choć bibliotekę stawiam wyżej niż Kościół i inne świątynie dumania...

*** 21/06/2010
No więc za niecałe dwa tygodnie czeka nas druga tura wyborów prezydenckich \'2010. Nie ukrywam, że znikoma przewaga Komorowskiego nad Kaczyńskim rozczarowuje mnie. Tak, raczej rozczarowuje niż martwi. Bo nawet jeśli powróci IV RP, to zamieszka sobie w Pałacu Prezydenckim i nie będzie szalała tak jak za rządów obu Braci. Czasy zresztą biegną do przodu i z każdym rokiem wizja „państwa Kaczyńskich” staje się coraz bardziej egzotyczna i straszna.
Martwi mnie raczej mój naród, moi współziomkowie... Ten stopień poparcia dla „Polski Kaczyńskiej” świadczy o naszej zaściankowości i głupim konserwatyzmie. To przede wszystkim daje szanse takim partiom jak PiS czy takim „ideologom” jak papcio Rydzyk. Pytanie zasadnicze brzmi więc, jak zmienić świadomość społeczną, a nie jak wygrać wybory. Lewico, dojrzewaj do zadań! Szybciej, szkoda czasu...

*** 14/06/2010
Zacząl się ostatni przedwyborczy tydzień. Temperatura wzrasta. Poziom kampanii wyborczej – klasyczny. To znaczy: obietnice, face-liftingi, umizgi, barwy ochronne i uszczypliwości, choć te ostatnie łagodniejsze niż drzewiej.
Najbardziej chciałbym zwycięstwa Grzegorza Napieralskiego. To jednak mrzonka, aczkolwiek ten „lepszy głos” lewicy może zapoczątkuje jakąś jej nową ścieżkę. Może Napieralskiemu wystarczy do sukcesu kolejnych pięć lat?
Zwycięstwo Komorowskiego gwarantuje to pięciolecie spokojniejsze niż zafundowałby je nam PiS. Bo za PiSu zawsze ktoś będzie po stronie ZOMO, prawo będzie tak „surowe”, że aż głupie; no i zdolności menedżerskie (nie mówiąc o polityce zagranicznej) tej partii są wątpliwe.
A gdy wygra Brat? No to bez histerii – w końcu Pałac Prezydencki nie sprawuje wielkiej władzy, będzie to powtórka sytuacji z poprzednich wyborów i poprzedniego układu, PiS będzie gardłować z Pałacu, PO będzie rządziła – i w ten sposób o pięć lat przesuniemy nasz krok do przodu.
No, gorąca będzie przyszła niedziela! Ale warto przyłożyć się do najlepszego scenariusza.

*** 10/06/2010
W końcu trochę lata. Krzątam się po ogrodzie – i cieszę oczy oraz duszę. W polityce – jak zwykle – magiel i targowisko przekupek. Pisowska hucpa już mnie mdli. W literaturze – inwazja młodych, zdolnych, którzy znów „zaczynają wszystko od nowa”. W kulturze – na pierwsze miejsce wysuwają się styliścji, makeuperzy, przelotne piosenkarki i artystyczni populiści. W kinematografii czasami jakiś rodzynek, ale renesans idzie, idzie i nadejść nie może. W sporcie – klęska po klęsce, ale „Polska gola!”. I to wszystko – moim zdaniem – potrwa jeszcze latami...

*** 01/06/2010
Wracam powoli do rzeczywistości. Nowy Jork jeszcze mi szumi w głowie – to miasto rzeczywiście wyjątkowe i niepowtarzalne, w którym się można zadurzyć. Może coś o tym naapiszę, ale myślę nie tyle o tekście turysty, co tekście eseisty. Bowiem całej urody NY nie wystarczy opowiedzieć, trzeba się wmyślić w „sens” i ducha tego miasta, dopiero wtedy otwiera się jego fenomen.
Niemal nazajutrz przeniosłem się w głęboką, soczystą zieleń Lubuskiego i nasze polskie klimaty. Byłem na XXVIII Interdyscyplinarnych Warsztatach Artystycznych Gorzów – Garbicz ‘2010. Osobliwością tej imprezy jest jej synkretyzm środowiskowy – spotykają się tam cztery grupy twórców: fotograficy, muzycy, malarze i poeci. Mają zajęcia w swoich sekcjach, lecz także wspólne, z czego wynika ciekawy dyskurs o sztuce. Fantastyczni ludzie, cudne manowce i klimaty, a przede wszystkim prawdziwie twórcza atmosfera.
Tylko jak teraz z tego wszystkiego wrócić do codzienności?