Stańczykowanie
Wpis dodano: 14 lutego 2020
Przypomnijcie sobie ten obraz Matejki, na którym widzimy Stańczyka pogrążonego w rozmyślaniu. Błazen powinien się śmiać, ale Stańczyk jest ponury, zanurzony w nieznanym nam smutku. A może tylko w rozmyślaniach?
Takie drugie alter ego ma wielu z nas. Wychodzimy do ludzi jakby nigdy nic. Jesteśmy komunikatywni, zwyczajni, czasem zabawni. Ale nasza prawdziwa twarz jest im nieznana.
Ja mam taki przepastny fotel, w którym spędzam godziny i wtedy byście mnie nie poznali. Tłucze się w nas samotność, nierozwiązane deliberacje, marzenia, ale i ból złych wydarzeń.
Moją kochanką jest literatura. Gdyby nie ona, to byłbym „postacią dramatyczną”. Ale nie jestem. Tak, trzeba mieć pasję! Trzeba – do diabła! – cokolwiek robić i wierzyć, że to jest nasz drugi, wielki świat.
Oczywiście większość ludzi nie rozmyśla tak jak ja tutaj. Żyje się – i tyle! Reizm i konkret są ziemią, po której się chodzi. A jeśli przypniesz sobie skrzydła, to zaczynają się problemy. Najczęściej problemy pod hasłem: „co ja tu robię?”.
Kulisy naszej egzystencji są rozmaite. Często zza ich kotary wypada „szczur, szczur” (tak właśnie krzykną Hamlet dobywając szpady, gdy zobaczył szczura).
Trutka na myszy i szczury nic tu nie pomoże. Najlepszym wyjściem jest samoświadomość i pogodzenie się z losem. A to można stosować mądrze i pięknie. Ważne, aby nasz świat był w nas, a nie w zesłaniu na bezsilność, pogodzenie oraz niewiarę w samego siebie.